Jest takie zjawisko: robienie chałtury. Oznacza to wykonanie pracy wyłącznie dla pieniędzy, bez zaangażowania emocjonalnego, bez głębszego przekazu, bez uruchamiania całego talentu. Nie potrafię.. Nie dlatego, że nie chcę tworzyć na zadany temat- to czasem poszerza horyzonty i gimnastykuje umiejętności warsztatowe. Nie dlatego, że gardzę pieniędzmi, tak bowiem nie jest. Po latach doświadczeń wymiany/barterów różnego rodzaju, doceniam specyficzną jakość pieniądza wykraczającą poza pierwotny handel wymienny ;) . Chodzi o to, że nie robię pracy nie wkładając w nią Serca. Więc nie chałturzę. Ale.. malowałam obraz. Dobrze szło, było w nim to Coś, ta tajemnica i moc. A w moim umyśle zakiełkowała cicha myśl, że może ten obraz za surowy, nie spodoba się. Zaczęłam domalowywać różne elementy, co chwila poprawiałam z jednej strony, zaburzając drugą i na odwrót. Gubiłam się w tym, nie czułam już radości tworzenia, zaczęły się wysiłki. To, co domalowywałam niby nie było błędne czy złe. Ale.. n...
Nie sztuką zabłysnąć w ciemności, sztuką tę ciemność rozświetlić.