Na własnym niemiłym przykładzie, zaserwuję Wam ogląd, czym może być cudzy bałagan. Coś, co wydaje się dosyć proste i oczywiste, może być jedynie czubkiem góry lodowej, której podstawy tworzy zamarźlina ( nie-wieczna na szczęście! ) problemów rozlazłych w czasie, tych nagłych, bieżących i jeszcze przekonań trujących od pokoleń. Tak, o bałaganie to będzie. Nakreślę pokrótce- do urazu kręgosłupa "zdołałam" nagromadzić dużo jakichś drobnych rzeczy oraz ciuchów, zagracających mieszkanie. I stało się, stało się mi tak, że skoro ani schylić się ani też ubrać w to i owo już nie mogłam, to ostateczny dzwonek, dzwon spiżowy z dzwonnicy stumetrowej nawet, by zmienić mocno bardzo- to, co wokół oraz cokół ( ten, na którym spoczywał mój panel dowodzenia myślą i kształtem życia doczesnego tutejszego ) . Zrozumiałam, że te skarby mi się nie przydadzą, niektóre nigdy, niektóre w najbliższym czasie, ot- skisną, zdewaluuje się ich atrakcyjność z biegiem czasu. Mało tego, fizyczna obecność przed...
Nie sztuką zabłysnąć w ciemności, sztuką tę ciemność rozświetlić.